Siedziałam sama w pokoju. Była noc, wszyscy już spali. Oprócz mnie. Nie bałam się ciemności, ani tego, co może kryć się w mroku. Od dziecka nie straszne mi potwory w szafie, duchy i straszydła pod łóżkiem. Nie wierzyłam w takie rzeczy.
Odkąd pamiętam cierpiałam na bezsenność. Nocami lubiłam usiąść sobie obok okna i popatrzeć na księżyc, przemyśleć wszystko dokładnie lub by po prostu poczytać książkę. Tym razem jednak nie robiłam ani tego, ani tego. Czekałam na coś, co miało się dziś wydarzyć. Wiedziałam, że coś się stanie. Jutro kończyłam piętnaście lat i pamiętam bardzo dokładnie, jak zawsze dzień przed urodzinami, nocą słyszałam dziwne odgłosy dochodzące z dolnego piętra, jakieś wrzaski, czasem brzęk szkła. Kiedyś byłam za mała, by pójść sprawdzić, co się wtedy działo. W tej chwili byłam gotowa na wszystko.
Z niecierpliwością czekałam na moment, gdy to "coś" się zacznie. Zawsze była to wtedy godzina 4:14. Spojrzałam na mój zegarek leżący na szafce nocnej, koło lampki. Pokazywał 4:00 nad ranem. Jeszcze tylko czternaście minut.
Zaczęłam się niecierpliwić. Spojrzałam za okno. Księżyc skrył się całkowicie za chmurami i na dworze oraz w moim pokoju zapanowała ciemność. Jedynie żarówka lampki sączyła trochę światła, rozpraszając mrok.
Dziesięć minut. Byłam bardzo zdenerwowana. Co zobaczę na dole? Czy to jest niebezpieczne? Może nie powinnam iść? Co przez te wszystkie lata działo się w moim domu?
Potrząsnęłam głową, uwalniając się od pytań, które przelatywały mi przez myśli jak szalone. Mimo wszystko musiałam to sprawdzić. Jeśli rodzice rok w rok przekonują mnie, że nocą nic nie słyszą, sama odkryję źródło hałasów.
Pięć minut. Niespodziewanie tuż koło mnie rozległ się głośny huk. Światło błysnęło i zgasło, a w pokoju zapanował mrok. Podskoczyłam przestraszona i z bijącym sercem zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Dobrze, że lekki wiatr przegnał chmury na północne niebo, odsłaniając skryty za nimi księżyc. W przeciwnym wypadku nic bym nie widziała. Pomieszczenie zostało dostatecznie rozświetlone poświatą satelity Ziemi, bym mogła cokolwiek dostrzec. Mój wzrok padł na lampce. Obok niej dostrzegłam mieniące się odłamki szkła. No tak, żarówka pękła. To się zdarza.
Minuta. Lada chwila zacznie coś się dziać i będę musiała zejść na dół, mimo obaw i wątpliwości. Wstałam z łóżka, poddenerwowana, ale gotowa na wszystko. Cokolwiek zobaczę... no cóż, okaże się, co zrobię. Zerknęłam na zegarek. Dobrze, że świecił w ciemności- w przeciwnym wypadku nie wiedziałabym, która godzina.
Dziesięć sekund. Zaczęłam odliczać czas pozostały do momentu, na który czekałam. Dziewięć sekund. Osiem. Siedem. Sześć. Pięć. Cztery. Trzy. Dwa- odetchnęłam głęboko. Sekunda.
4:14. Nasłuchiwałam w napięciu. Przebiegłam wzrokiem po meblach, oknie i drzwiach. Nic się nie wydarzyło. Żaden dźwięk, wrzask lub brzęk tłuczonego szkła nie dotarł do mnie tak jak w poprzednich latach. Zdecydowanie coś było nie tak.
Nagle usłyszałam cichy szept. Ogarnął mnie strach. Choć gorączkowo wypatrywałam jego źródła nie mogłam go znaleźć, nawet w świetle księżyca. Głos się nasilał i rozpoznałam słowo: Cassandra.
Moje serce przyspieszyło biegu. Ten "ktoś" mnie wołał. Cały czas, coraz głośniej powtarzał to samo imię.
- Cassandro? Kochanie mogłabyś tu przyjść?- niespodziewanie zabrzmiał głos mojej mamy.
- Mamo?- spytałam.
Zaintrygowana podeszłam do drzwi, nie otrzymawszy odpowiedzi. Mamę z pewnością obudził huk, gdy żarówka pękła. Nacisnęłam klamkę. Momentalnie ogarnął mnie chłód.
Krzyknęłam. Widok zmroził mi krew w żyłach. Naprzeciwko mnie, w powietrzu unosiła się ciemna sylwetka postaci. Była cały czarny, a jej oczy żarzyły się rubinową czerwienią. Patrzyła wprost na mnie. Zamknęłam drzwi, cofając się kilka kroków w tył i trzęsąc się z przerażenia. Po chwili wejście zrobiło się czarne i zjawa ukazała się znów, przechodząc przez nie. Jej oczy ciągle były wpatrzone we mnie. Serce podeszło mi do gardła. Ciemna postać ruszyła w moją stronę, sunąc w powietrzu i roztaczając wokół siebie chłód przenikający do kości.
Nie mogłam się poruszyć ani wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Przywarłam plecami do ściany, sparaliżowana przez strach.
- Cassie...- odezwała się zjawa syczącym głosem.
Jej głos przeniknął do mojego mózgu, wbijając się do niego jak igły. Poczułam przeszywający ból w czaszce. Uklękłam, trzymając się obiema rękami za pulsującą głowę. Widziałam wszystko na czerwono, więc zamknęłam oczy, odrywając wzrok od zjawy. Czułam jej obecność tuż nad sobą, nie musiałam na nią patrzeć. Serce biło mi z przerażenia jak szalone, a włosy stanęły dęba. Ogarnął mnie paraliżujący strach.
- Zostaw mnie, proszę, zostaw mnie.- zdołałam z siebie wykrztusić.
W tym momencie nastąpiła eksplozja. Coś wybuchło z hukiem i trzaskiem, a na mnie posypało się drewno i drzazgi.
- Odejdź!- krzyknął jakiś głos.
Otworzyłam oczy i zostałam oślepiona przez świetliście jasny rozbłysk. Zjawa zaczęła przeraźliwie wrzeszczeć, a ja znów zamknęłam oczy.
Nastąpiła cisza. Nie wiedziałam co się stało, czy upiór jeszcze jest w moim pokoju, co to za huk i do kogo należał ten głos. Nie chciałam tego wiedzieć.
Po chwili poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odruchowo krzyknęłam, zakrywając głowę rękoma. Nie poczułam jednak chłodu. Ten dotyk był ciepły. Ktoś mnie przytulił. Nie wiedziałam, kim ta osoba jest, ale strach ustąpił. Napięcie też. Zaczęłam płakać, a nieznajomy przytulił mnie jeszcze mocniej.
- Już dobrze, nie płacz.- szepnął mi do ucha.- Jesteś bezpieczna.
Z jego głosu poznałam, że był to chłopak.
- Byłaś bardzo dzielna.- mówił do mnie.
- Nie, ja się bałam, ja się tak strasznie bałam.- mówiłam przez łzy.
- Spokojnie, już go nie ma, wyrzuciłem go stąd. Nie płacz, jestem przy tobie, już nic ci nie grozi.
Rzeczywiście. Miał rację. Czułam się przy nim bezpieczna. Otwarłam oczy i powoli przestałam płakać. On odsunął się i uśmiechnął do mnie.
Był to młody chłopak, zapewne w moim wieku. Miał ciemnobrązowe włosy i zielone oczy. Na sobie miał zielono-czarną koszulę w kratkę, czarne dżinsy i czerwone trampki. Był wysportowany.
- Kim jesteś? I skąd się tu wziąłeś? O co tu chodzi?- pytałam go.
- Jestem Arti, poluję na tego typu demony. Ich miejsce jest w Mroku, ale od czasu do czasu stamtąd uciekają i muszę je łapać. Nic ci nie jest?
- Nie, tylko strasznie boli mnie głowa.
Chłopak wyciągnął coś z kieszonki i włożył mi w dłoń. Była to rubinowa fiolka z płynem w środku.
- Wypij to. Za chwilę powinno ci przejść.- powiedział.
Niepewnie patrzyłam to na chłopaka, to na buteleczkę. W końcu spełniłam jego polecenie. Napój smakował truskawkami. Po chwili ból zaczął powolutku ustępować.
- Dzięki, już mi lepiej.- powiedziałam.- Czym jest Mrok?
- Miejscem, gdzie demony są zamknięte i nikomu nie zrobią krzywdy.
- Więzieniem?
- Tak. Niestety jeden z nich zawsze ucieka raz w roku i przychodzi tutaj, a inne panoszą się po świecie, nabierając mocy i szkodząc ludziom.
- Arti, czego ta zjawa ode mnie chciała?- spytałam.
- Przepraszam, na razie nie mogę ci powiedzieć. Przykro mi. Już wkrótce wszystkiego się dowiesz. Musisz mi zaufać.
- Nie rozumiem, ale dobrze.
- Ten demon się ciebie bał...
- Żartujesz? Chyba ja jego!
- Nie. Uwierz, widziałem już wielu ludzi w starciu z demonami. Ty wytrzymałaś o wiele dłużej jego wzroku od zwykłych osób. Wiesz, nie jesteś już tu bezpieczna.
- Dlaczego?- zdziwiłam się.
- Bo jutro kończysz 15 lat. W tym wieku nie jesteś już chroniona.
- Jak to? O co..
- Już niedługo, Sheila. Proszę, na pytania przyjdzie jeszcze pora.
Zamilkłam. Nikt jeszcze tak do mnie nie mówił. Spodobało mi się to i chyba lekko się zarumieniłam.
- Skąd znasz moje drugie imię?
- To zachowam dla siebie.- powiedział, uśmiechając się.
- Dlaczego nikt nie usłyszał hałasu i nie przyszedł mi z pomocą?
- Czułaś ten chłód? Zjawa zamroziła sen twoim rodzicom, przedłużając go o jakieś kilka godzin.
- Nic z tego nie rozumiem.
- Jeszcze trochę i wszystkiego się dowiesz.- powiedział Arti, wstając.- Na razie muszę już iść.
- Co? A jak demon tu wróci?- przestraszyłam się.
Chwycił moją dłoń i spojrzał mi w oczy, po czym zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona.
- Spokojnie, nie wróci. A teraz śpij... i przepraszam za drzwi.
W momencie poczułam się bardzo senna. Wstałam puszczając rękę Artiego i podeszłam do łóżka, kładąc się na nim. Przed zapadnięciem w sen usłyszałam jego głos:
- Broniłem cię od zawsze. Teraz też nie pozwolę, by coś ci się stało.
Po tych słowach zasnęłam, myśląc o co chodziło mu z tymi drzwiami.
_________________________________________________________________________________
Witam! Nazywam się Kamila i dopiero zaczynam moją przygodę z blogiem. Mam nadzieję, że spodoba Wam się prolog i będziecie często tutaj zaglądać. Zapraszam do czytania i komentowania :)
Mnie się już podoba... :)
OdpowiedzUsuńKamilko znasz moją opinię! :)
OdpowiedzUsuńTymczasem zapraszam Cię na prolog: http://powiedzmysobie.blogspot.com/ :)
Buśka :*
zapraszam :)
OdpowiedzUsuńhttp://ukryci.blogspot.com/2015/06/1-kazde-spotkanie-niesie-w-sobie.html
zapraszam :)
OdpowiedzUsuńhttp://ukryci.blogspot.com/2015/06/1-kazde-spotkanie-niesie-w-sobie.html
Jeśli ktoś wie o nowym Wojtusiu to się ucieszy! Jeśli nie, to się może interesuje!
OdpowiedzUsuńZ radością zapraszam na opowiadanie "zanim dosięgniesz dna"
www.zanim-dosiegniesz-dna.blogspot.com
jest dwójka :)
OdpowiedzUsuńhttp://ukryci.blogspot.com/2015/07/2nie-ma-nic-bardziej-namietnego-w.html
stwierdziła, a przeczytam
OdpowiedzUsuńi o kobieto :O
pierwszy raz bałam się czytać xddd
w każdym razie zostaję na dłużej :*
Dziękuję <3
UsuńMoże nie siatkarsko, ale serdecznie zapraszam na moją opowieść. Zupełnie inna niż pozostałe, jednak mam nadzieję, że się spodoba :)
OdpowiedzUsuńEstella i Casper już czekają :)
http://tamed-devil.blogspot.com/2016/01/prolog.html